wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 17

  Obudziłam się o 2 w nocy. Było mi trochę gorąco, bo Misiek mnie przytulił i tak zasnął. Chciałam wstać się czegoś napić, ale bałam się, że obudzę Miśka. W końcu delikatnie zdjęłam jego rękę ze mnie i wstałam. Ubrałam jego koszulkę i zeszłam na dół do kuchni. Nalałam sobie wody do szklanki i poszłam do salonu.  Miałam stamtąd ładny widok na ogród. Jak dobrze, że są tu żywopłoty, bo inaczej sąsiedzi mieli by widoki. Wypiłam do końca wodę i wróciłam do sypialni.  Michał nadal spał, więc dołączyłam do niego. Położyłam się koło niego i go przytuliłam.
- Gdzie byłaś? - zapytał zaspany
- Na dole byłam się napić wody. Myślałam, że śpisz. Obudziłam cię?
- Nie, sam się obudziłem.
- To chodź spać.
- Teraz to ja idę na dół napić się wody. - zaśmiał się i wstał.
- Ty nie świeć tym gołym tyłkiem tak, bo się sąsiedzi przestraszą. - zaczęłam się śmiać
- Gdzie się paczysz? A niech patrzą, mają na co. - zaczął się śmiać i ubrał bokserki.
- Dobra ty idź już do tej kuchni, bo inaczej nigdy nie wyjdziesz stąd.
- Z tobą to bym mógł zostać tu na wieki.
- Ooo. - dał mi buziaka i poszedł na dół.
 Minęło chyba z 10 minut a Misiek nie przyszedł na górę. Trochę się przestraszyłam, że coś mu się stało. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół.
- Michał - zaczęłam go wołać
Poszłam do kuchni, ale nie było go tam. Gdzie on jest? Poszłam do salonu. Było trochę ciemno, ale Miśka nadal nie widziałam. Szłam w stronę schodów, gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy i chwycił mnie w pasie. Zaczęłam krzyczeć jak głupia. Obróciłam się, bo ta osoba mnie pościła.
- Spokojnie. To ja. - powiedział z uśmiechem Michał.
- Jak mogłeś mi to zrobić? Wiesz jak się przestraszyłam? - uderzyłam go w ramię.
- No już dobrze. Nie ma się czego bać. Aż taki straszny jestem? - podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Nie, ale bałam się, że to włamywacz czy coś.
- Tak jestem włamywaczem, który śpi z właścicielkom tego domu. - zaczął się śmiać.
- Haha bardzo śmieszne.
- Tak włamałem się do twojego serca. - powiedział a ja tylko się uśmiechnęłam i go pocałowałam.
- To co wracamy do łóżka?
- No idziemy spać. - powiedziałam
- Berek. - klepłam go i pobiegłam na górę.
- O ty. - Michał szybko się zerwał i zaczął mnie gonić.
 Goniliśmy się po całym domu. W końcu się zmęczyłam i usiadłam na ziemi.  Siedziałam koło kanapy, a Michał przebiegał koło mnie i nie zauważył, ze tam siedzę. Zaczęłam się śmiać jak głupia, bo jak mógł mnie nie zauważyć.
- Tu jestem. - śmiałam się z niego. Michał obrócił się i zobaczył, że siedzę na ziemi.
- Co ty tu siedziałaś?
- Tak.
- Hahaha co?
- No.
- Nie widziałam cię.
- Wtapiam się w tło. -  tym razem śmialiśmy się razem.
- Dobra chodźmy spać bo jest już po 4. - powiedział i wziął mnie na ręce.
- A co ja nie mam nóg? - zapytałam
- Jesteś moją księżniczką, więc będę cię nosił.
- No to mój księciu zanieś mnie do sypialni.
- Już się robi. - powiedział i poszedł na górę.
 Poszliśmy spać, bo to bieganie nas trochę zmęczyło.
 Obudziłam się o 9. Zobaczyłam, że Michała nie ma koło mnie. Gdzie go wywiało? Myślałam że będzie jeszcze spał. Podeszłam do szafy, w której miałam trochę ubrań, bo przywiozłam je raz, żeby mieć mniej do zabrania. Zaczęłam szukać czegoś wygodnego.Wybrałam to:



 Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w to co wcześniej przygotowałam. Zeszłam na dół i poczułam wspaniały zapach. Weszłam do kuchni i zobaczyłam, że Michał robi naleśniki.
- Mhmm jak ładnie pachnie. - podeszłam do Miśka i przytuliłam go od tyłu.
- Hej kochanie. To specjalnie dla ciebie. - Michał obrócił się do mnie i dał mi buziaka.
- Ojej dziękuje.
- Za chwilę skończę. I właśnie ślicznie wyglądasz. 
- Dziękuje. - Misiek podniósł mnie i posadził na blacie.
- Jak się spało?
- Po tej gonitwie dobrze. - zaśmiałam się. - A tobie?
- Przy tobie zawsze dobrze.
 Pocałowałam go i patrzyłam jak robi naleśniki.
 Gdy skończył poszliśmy do jadalni i zaczęliśmy jeść nasze śniadanie. 
- Smacznego. 
- Dziękuje. - zabrałam się za jedzenie, bo byłam mega głodna. Chyba pierwszy raz. Zawsze jadłam mało. Wszyscy mówili mi, że będę anorektyczką, jak tak będę robić, ale mi tyle wystarczało. Ja nie zjem dużo. No może czasami. 
 Gdy zjedliśmy, włożyliśmy naczynia do zmywarki. 
- Co robimy? - zapytał Misiek
- Nie wiem. Albo raczej wiem, muszę jechać po rodziców.Dzisiaj wychodzą ze szpitala.
- Jechać z tobą?
- Tak, później przywieziemy tu moje rzeczy.
- Okey kotek. - Michał podszedł do mnie i mnie namiętnie pocałował.
- Dobra, to chodź zbieramy się.  - poszłam po telefon i wzięłam kluczyki od samochodu.
- O nie dzisiaj ja prowadzę. - powiedział z uśmiechem Michał.
- No chyba nie. - pokazałam mu język.
- Wiesz chcę żyć. - zaczął się śmiać.
- Dobra masz. - rzuciłam mu kluczyki i wzięłam klucze od domu. 
 Zamknęłam dom i otworzyłam bramę. Michał wyjechał samochodem z garażu i  stanął przed bramą. Zamknęłam bramę i wsiadłam do samochodu. 
- Możemy jechać. - powiedziałam
- To gdzie, najpierw do szpitala czy do domu?
- Do domu.
 Pojechaliśmy prosto do domu rodziców. Z resztą musiałam wziąć swój samochód, bo nie chciałam wykorzystywać Michała. 
- Mówiłeś, że ja szybko jeżdżę, a sam jak jeździsz? 
- Biorę przykład z ciebie. - uśmiechnął się do mnie i przyspieszył.
- I dobrze. - też się uśmiechnęłam do niego. 
 Po 20 minutach byliśmy pod domem moich rodziców. 
- Ciekawe czy jest Lena.
- A to nie było jej w domu?
- Z Artkiem, gdzieś była.
- Co? Z Artkiem?
- No chyba są razem.
- O ten, nawet nic nie powiedział.
- Hehe ja wiem więcej niż ty. - pokazałam mu język i weszłam do domu. 
 Poszłam do mojego pokoju i postanowiłam się przebrać. Nie wiem po co, ale wlałam ładniej wyglądać. Wybrałam to:

 
- Co ty tam tyle robisz? - usłyszałam głos Michała dochodzący z dołu.
- Przebieram się. - krzyknęłam. 
- Po co? Przecież ładnie wyglądałaś. 
- No i co? Zaraz schodzę. - przebrałam się szybko i zeszłam na dół.
- Już. - powiedziałam i obróciłam się wokół własnej osi. 
- Ślicznie. - Michał podszedł do mnie i pocałował. - Trochę ci to zajęło. 
- Wiem, ale i tak szybko. - zaśmiałam się.
- Dobra to co jedziemy?
- Tak, ale moim samochodem.
- Czemu twoim? Przecież możemy jechać moim. 
- Chcę tym razem ja jechać. - pokazałam mu język. - I chcę ci pokazać mój samochód.
- A właśnie jaki ty masz samochód?
- Zobaczysz. Chodź! - chwyciłam go za rękę i poszłam do garażu. 
- To mój samochód. - pokazałam na BMW.


- WOW nie wiedziałem, ze masz BMW.
- To już wiesz. - uśmiechnęłam się do niego.
- Idź przestaw swój samochód, a ja wyjadę. - wsiadłam do samochodu i jak mówiłam tak też zrobiłam. Michał wjechał swoim Audi na ogród i wsiadł do mojego samochodu. 
- Gotowy? To jedziemy. 
-  Teraz to nie dziwię się ci, że jeździsz szybko.  
- Czemu?
- Jak masz taką maszynę to raczej nie jeździsz wolno. - zaśmiał się
- Hehe no. Ja się dziwię, że rodzice mi go kupili.
- Fajnych masz rodziców.
- I to bardzo. 
 Pojechaliśmy do szpitala. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. 
- No to jesteśmy. - powiedziałam i zgasiłam silnik.
- Teraz widzę, że umiesz jeździć normalnie. - zaśmiał się Michał.
- Po mieście nie da się jeździć szybko.
- Wiem coś o tym. 
 Poszliśmy do szpitala. Moi rodzice byli gotowi do wyjścia. 
- Hej mamo. - powiedziałam i podeszłam do mamy.
- Cześć Zuza. - mama przywitała się ze mną 
- O hej tato. 
- Cześć córcia.
 Michał stał z tyłu. 
- Chciałam wam kogoś przedstawić. To jest mój chłopak Michał. - pokazałam na Miśka, który właśnie podszedł do mnie.
- Dzień dobry. - przywitał się z moimi rodzicami.
- Miło mi cie poznać. Jestem mamą Zuzy.
- Mi też miło panią poznać.
- Dzień dobry, widzę, że Zuza ma dobry gust co do chłopaków. - zaśmiał się mój tata. - Jestem tatą Zuzy.
- Miło mi pana poznać. 
 Trochę się zaczerwieniłam, gdy tata powiedział, że mam gust co do chłopaków.  Widziałam, że Michał się trochę wyluzował, bo chyba bał się spotkania z moimi rodzicami.
- To co macie wszystko? Jak tak to chodźcie zawiozę was do domu. 
- Tak wszytko mamy. - powiedziała mama i wzięła torbę z ubraniami.
- Daj wezmę to. 
- Nie musisz. 
 Poszliśmy do samochodu. Michał usiadł z przody, a rodzice z tyłu. 
- Tylko jedź ostrożnie córcia. - powiedział tata.
- Wiem tato. - powiedziałam i popatrzyłam się na Michała. On tylko się uśmiechnął.
 Pojechaliśmy do domu. Moi rodzice poznali się trochę z Michałem, bo przez całą drogę wypytywali się go o różne rzeczy. Michałowi chyba to nie przeszkadzało.  Ja jechałam w spokoju i słuchałam co mówią. Dowiedziałam się kilku rzeczy o Miśku, których nie wiedziałam. 
- A jak się poznaliście? - zapytała mama.
- Na crossach. Wjechałem w Zuzę przez przypadek. A później na imprezie rozpoznałem ją i zagadałem. - Michał powiedział, a ja tylko się uśmiechnęłam.
- No nieźle się poznaliście. My z tatą Zuzy poznaliśmy się na urodzinach mojej przyjaciółki. - wow coś nowego, nawet nie widziałam, że mama z tatą tak się poznali. 
- Nie wiedziałam tego. - w końcu się odezwałam.
- Bo nigdy z nami na ten temat nie rozmawiałaś. - powiedział tata.
- Nie miałam takiej potrzeby. - odpowiedziałam.
 Rozmowa toczyła się dalej. Byliśmy już pod domem moich rodziców.
- Dojechaliśmy już. - powiedziałam.
- Szybko. - powiedziała mama.
- W 20 minut. 
- Dobra trzeba zobaczyć czy dom cały. - zaśmiał się tata.
 Rodzice wysiedli, a ja wjechałam na ogród. Zaparkowałam obok samochody Michała. 
- Fajnych masz rodziców. - powiedział Michał.
- Wiem. Chodź czasami nie są tacy. 
- Dlaczego?
- Jak byłam mała często zostawałam sama z opiekunką. Oni jeździli w delegację i zostawałam sama. Mało ich wtedy obchodziłam. Z wiekiem się do tego przyzwyczaiłam. Chodź teraz są częściej w domu. Kocham ich, ale czasami smutno mi się robi, że gdy byłam mała tak mało czasu spędzali ze mną. Zabierali mnie na wakacje, żeby nadrobić ze mną czas, gdy ich nie było, ale to i tak mi nie wystarczało. Gdy dorastałam nie było ich przy mnie. Ale i tak się cieszę, że ich mam. Zawsze na nich mogłam liczyć, nawet wtedy gdy ich nie było. Może i mało byli ze mną, gdy byłam mała, ale i tak bardzo mnie kochają.
- Wiesz ja z moimi rodzicami miałem podobnie, tylko tyle, że oni mieli ze mną wiele problemów. Strasznie rozrabiałem w szkole. Biłem się. Nie jeden raz tata przyjeżdżał z delegacji wcześniej, bo wezwali go do szkoły. Nie jeden raz oberwałem od niego, ale dzięki temu wyszedłem na ludzi. Może nie do końca, ale zawsze coś. - zaczął się śmiać. 
- Dobra chodź do domu.
 Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do moich rodziców. Mama szykowała coś w kuchni, a tata siedział w salonie.
- Co robisz? - zapytałam się mamy
- A szybki obiad. 
- WOW mamo co się stało, że ty gotujesz?
- Trzeba kiedyś. - zaśmiała się.
 Michał poszedł do mojego taty i rozmawiał z nim. Gdy weszłam do salonu usłyszałam, że mówią o samochodach.
- To twoje Audi stoi koło domu?
- Tak.
- Bardzo ładne. Szybkie?
- Tak. A pan jakie ma auto?
- Ja jeżdżę najnowszym Subaru Outback.
- A jaki kolor?
- Srebrny.
- A jaki jest model twojego Audi?
- TTS.
- A to bardzo dobre.
- Nie chce wam przeszkadzać, ale muszę ci tato ukraść Michała na chwilę. - zaśmiałam się.
- Lepiej idź, bo jeszcze oberwiesz od niej. - zaśmiał się mój tata.
- Tato! Wszystko słyszę.- uśmiechnęłam się do niego.
- Dobrze, ze słyszysz. - Michał wstał i przyszedł do mnie.
 Poszliśmy na górę. Musiałam się jeszcze spakować, bo miałam już nie dużo do spakowania.
- Pomożesz mi z pakowaniem. 
- Dobrze kotku. 
 Spakowaliśmy moje rzeczy. 
- Chyba będziemy musieli na dwa samochody jechać. - powiedział Michał.
- No. Mi się zmieści trochę w bagażniku i z tyłu na siedzeniach mogę też coś dać. 
- Mi też się zmieści. 
- Dobra to chodź. - zaczęliśmy znosić wszystkie pudła na dół i wkładać je do samochodów. Tata też nam pomógł. 
- Wszystkie już pudła? - zapytał tata.
- Tak, bo ja już wcześniej zawoziłam z Lena.
- A właśnie, gdzie jest Lena?
- U chłopaka. - powiedziałam i włożyłam ostatnie pudło. 
- A kiedy będzie?
- Nie wiem.
- To ona nie jedzie z tobą?
- Jedzie, ale ona nie jest spakowana do końca. Przyjadę jutro to wezmę jej rzeczy. Powinna na noc wrócić. Jak napisze do mnie to do was zadzwonię. 
- Dobrze. Teraz chodźcie na obiad.- poszliśmy na obiad. Był bardzo dobry. Aż się zdziwiłam, że mama coś ugotowała. 
- Było bardzo pyszne. - powiedziałam.
- Cieszę się, że smakowało.
- My będziemy jechać, bo musimy jeszcze wszystko wnieś do domu.
- Dobrze jedzcie ostrożnie. 
- Wiem mamo. Paa. - pożegnaliśmy się z moimi rodzicami. 
- To jedziemy. 
- Zakładamy się kto pierwszy w domu? - zapytał Michał.
- Dobra, a co ma wygrany?
- Kąpiel i kolację oraz śniadanie jutro rano. 
- Czyli przegrany robi tą kolacje i śniadanie.
- Tak.
- To do zobaczenia na miejscu. - powiedziałam i wsiadłam do samochodu.  Wyjechałam z ogrodu i właśnie w tedy zaczął się wyścig o to kto będzie miał relaks.









---------------------------------------------------------------------------
No i mamy 17 rozdział. Dzisiaj trochę dłuższy, bo jakoś dostałam weny. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam za nie, ale czasami pisząc szybko nie zwracam uwagi czy piszę poprawnie. Myślę, że się podoba. Kolejny nie wiem kiedy będzie, ale postaram się go szybko napisać. Komentarze mile widziane. :) :** ♥♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz